Słuchający. Potrzebny od zaraz.
Zastanawiam się nieraz, o czym najczęściej myślą ludzie uczestniczący w pogrzebie. Ilu z nich zadaje sobie pytanie: dlaczego nie miałem czasu, by go wysłuchać, kiedy jeszcze żył? Czemu zawsze było coś ważniejszego, ciekawszego, choćby w telewizji? Czy musiał już odchodzić? Przecież teraz na pewno miałbym dla niego czas?
Nie wiem, czy to są te najważniejsze i najczęstsze pytania, ale na pewno nie musimy z nimi czekać aż do czyjejś śmierci. Możemy jeszcze zdążyć, jeśli tylko znajdziemy ten czas i zamiast wciąż mówić, zamienimy się choć na chwilę w słuch…
Bardzo dawno temu w Chinach, żyło sobie dwóch przyjaciół. Jeden z nich potrafił pięknie grać na harfie. Drugi był niezwykle utalentowany w bardzo rzadkiej sztuce słuchania.
Kiedy pierwszy grał i śpiewał o górach, drugi mówił:
- Widzę te góry, tak jakby stały przede mną.
Kiedy pierwszy wyrażał swoją muzyką dźwięk strumienia, drugi słuchał i potwierdzał:
- Słyszę jak woda przemyka pośród kamieni.
Ale pewnego dnia ten, który umiał słuchać zachorował i wkrótce zmarł.
Jego przyjaciel przeciął struny harfy i nie grał już nigdy więcej.
Istniejemy jedynie wtedy, kiedy ktoś nas słucha. Najpiekniejszy dar, jaki możemy ofiarować drugiemu człowiekowi to naprawdę wysłuchać go.
Pewna bardzo wrażliwa dziewczyna rozmawiała z nauczycielem o nurtującym ją bardzo problemie. Nauczyciel skłaniał ją do porozmawiania na ten temat z rodzicami. Dziewczyna uczyniła tak, ale pomimo jej strachu i rozterki, rodzice zbagatelizowali i zlekceważyli problem, próbując zmienić temat, mówiąc, że dziwczyna przesadza, że wszystko się samo rozwiąże, że trzeba czasu itd. Nie chcieli kontynuować dyskusji, uważając, że jedynie lekceważąc sprawę można pomóc córce.
Kiedy usiłowała popełnić samobójstwo, byli bardzo zdziwieni i pytali:
- Dlaczego nam nie powiedziałaś, że masz jakieś problemy?
Inna dziewczynka napisała: "Wieczorem, kiedy jestem w łóżku, odwracam się w stronę ściany i rozmawiam sama ze sobą, by móc siebie wysłuchać."
Bruno Ferrero "Czy jest tam ktoś?"
Jak bardzo wiem, czego chcę?
Kiedy przemierzam życiowe drogi, błądząc, potykając się, zawracając i siedząc zniechęcony, nasuwa się pytanie: czy naprawdę wiem, czego chcę? Czy wiem, dokąd idę?
Te pytania są na tyle ważne, że od nich zależy niemal wszystko, co nastąpi później. Mogę to porównać to dnia, w którym nie wiem, co robić. Niby czasu jest sporo, ale nie wiem, czego chcę, co zrobić z czasem. Ten coraz większy znak zapytania sprawia, że wkrada się bylejakość, nijakość i coraz większa niechęć, by zrobić cokolwiek.
Nie znając wartości celu, do którego zmierzam i posiadając jego zamazany obraz, taką samą czynił będę drogę do niego prowadzącą.
Zastanawiałem się dziś również, skąd bierze się osłabienie motywacji.
Odpowiedź: z powodu zbyt dużego nakładu sił skoncentrowanych na samym celu.
Czy to nie sprzeczność? Czy nie należy skupiać się właśnie na celu, by nie doszło do jego rozmycia i osłabnięcia wartości w moich oczach?
Harmonia, równowaga, mądrość i świadomość każdej chwili. Tego mi trzeba.
Wiem, dokąd zmierzam. Dopuszczam do siebie również porażkę, która objawić się może nie dotarciem do miejsca, które sobie wyznaczyłem.
Dzięki temu jednak, nie stwarzam w sobie zbyt dużego napięcia, które doprowadzić może do popełnienia wielu błędów. Jak łucznik, któremu za bardzo zależy na wygranej. Napięcie, które narasta w jego umyśle i całym ciele, zaczyna mu przeszkadzać w koncentracji, oddech staje się przyspieszony, wzrok rozmyty. Presja jest tak wielka, że w najważniejszym momencie, skurcz mięśni doprowadza do lekkiego odchylenia trajektorii lotu wypuszczonej w stronę celu strzały.
Nie mogę dopuścić, by moja koncentracja na celu, przerosła skupienie na drodze do jego osiągnięcia. W innym przypadku, zabraknie energii, by sprostać codziennym wyzwaniom.
Skupienie, wizualizacja, poszerzanie strefy komfortu - nie tylko na celu, ale na tym, czym zajmuję się obecnie. To właśnie tu odbywa się najważniejsza cześć projektu zwanego moim życiem. To w tej chwili tworzy się moje pragnienie i jak dzieło rzeźbiarza, nabiera odpowiedniego kształtu.
Skupiam się na procesie tworzenia, w którym ja jest twórcą. Każdy krok jest dla mnie powodem do dumy i szczęścia. W myślach rodzą się kolejne pomysły na następny fragment drogi. Cel jest głęboko w mojej świadomości, ale to nie on jest teraz na pierwszym miejscu, ale poszczególne elementy drogi, która mnie do niego zaprowadzi.
Tak tworzą artyści. Pozwalają całkowicie pochłonąć się wykonywanej pracy na dziełem, które nie jest efektem jedynie wykształcenia i nabytej techniki. By powstało prawdziwe arcydzieło, musi wypłynąć z głębi duszy, z istoty człowieczeństwa, ze świata ducha i intelektu, które połączone w jednym momencie, dają początek SuperNowej. Nie pierwszej i nie ostatniej, ale na pewno w tym momencie najważniejszej.
Piotr – odkrywca






