Zastanawiam się nieraz, jak długo człowiek jest w stanie utrzymać swoją uwagę na obranym, ważnym dla siebie celu.
Wiem, że sporo zależy od tego, jak ważny jest dla nas ten cel, w jakich okolicznościach teraz żyjemy, jakie warunki towarzyszą nam w drodze do niego i czym dysponujemy w chwili obecnej.
Wciąż jednak myślę o tej uwadze i naszym ludzkim, dość ułomnym skupieniu.
Jeszcze jedno mi przyszło do głowy: sporo zależy od tego, jakie korzyści osiągniemy z tego, że teraz wkładając sporo pracy i wysiłku, osiągniemy nasz cel.
Myślimy najczęściej w kategoriach korzyści, czyli co ja z tego będę miał. Spotykając się z różnymi ofertami skierowanymi do nas, również patrzymy pod kątem korzyści, choć tu na pierwsze miejsce wysuwa się nie rzadko pytanie: co on – sprzedawca – będzie z tego miał i jak dużo chce na mnie zarobić. Ale to już inny temat.
Czy jestem w stanie myśleć o celu w każdej chwili w ciągu dnia?
Czy może się nam udać zrobienie z celu tapety dla naszych zajęć, rozmów, prowadzonych w głowie dialogów, czy też monologów?
Przypomina mi się przy tej okazji biblijna historia Piotra idącego po wodzie. Dopóki miał przed oczami cel, wszystko szło gładko i zgodnie z planem. Jednak kiedy poczuł na sobie silne porywy bocznego wiatru, zawahał się i… "po ptokach". Zmoczył nie tylko stopy, ale i – co dziwne – zaczął się topić, choć jako rybak, wydaje mi się, że umiał pływać i to dość dobrze.
Tak to chyba jest i w drodze do naszych celów. Kiedy wszystko idzie gładko, łatwiej o skupienie i przekonania połączone z wiarą, że nam się uda.
Gorzej, gdy pojawią się przeciwności, boczny, silny wiatr. Wtedy nie tylko zaczynamy wierzyć, że to wiatr jest od nas mocniejszy, ale też zapominamy o naszych umiejętnościach, talentach, wiedzy, które w normalnych warunkach pomogłyby nam w utrzymaniu kursu. Tu jednak przestajemy sobie ufać, bo przecież pojawiły się problemy, trudności, coś poszło nie tak, jak sobie zaplanowaliśmy.
Co więc robić, gdy zawieje boczny silny wiatr przeciwności?
Zwróćmy uwagę na to, co o sobie wiemy, co do tej pory nam się udało, jakie małe i większe zwycięstwa odnieśliśmy, jakie mamy dowody na to, że możemy sobie zaufać, możemy polegać na swoich siłach, umiejętnościach.
Bez tego nawet obecność samego Boga może nam nie pomóc, chyba że On zdecyduje inaczej.
- Czy wiem, co potrafie?
- Czy doceniam siebie?
- Jak traktuję siebie w każdej chwili?
- Jak często siebie chwalę i nagradzam za to, co udało mi się osiągnąć?
- Jak bardzo jestem cierpliwy, wyrozumiały dla siebie?
- Na ile potrafię wyrażać sobie uznanie za wszystko co robię w danej chwili, zamiast przy byle okazji na siebie narzekać?
- to tylko niektóre pytania, warte zadania sobie już dziś.
Być mocnym ciałem, duchem, sercem, umysłem – całym sobą.
Dopingować siebie, jak dobry rodzić dopinguje starania i wysiłki swoich dzieci. Wierzyć w niemożliwe, albo jak w Alicji w Krainie Czarów, każdego ranka uwierzyć w 6 rzeczy, które wydają sie niemożliwe, ale my traktujemy je jako możliwe.
Sami w sobie znajdźmy źródło siły, zamiast ciągle drżeć przed każym podmuchem przeciwności.
Wiatr wiał, wieje i wiać będzie, ale my z każdym dniem możmy być silniejsi, mądrzejsi i bardziej skupieni na tym, na czym nam naprawdę w życiu zależy.
I uda się. Bo czemu miałoby sie nie udać. :)
Piotr – odkrywca

















































































































Podziel się tym wpisem z innymi:)). Umieść link tam, gdzie uznasz to za słuszne ;-)



Ostatnio komentowane