Czas to życie
Dłuży się, gdy na coś czekam. Pędzi, gdy gonią mnie terminy. Znika jego poczucie, gdy robię coś, co lubię i co nie muszę, tylko chcę. I choć mówi się, że czas to pieniądz, to wolę określenie, że czas to życie. Moje życie, które dostaję każdego dnia i z którym mogę zrobić co zechcę. Zwykle jednak robię to, do czego czuję się wewnętrznie przymuszony. Lata przyzwyczajeń do życia pod innych, zabiegania o ich uwagę, dbanie, by wszyscy mnie lubili i nikt nie był na mnie zły, zrobiły swoje i stały się tak naturalne, jak oddech. Są jak głębokie koleiny, z których trudno wyskoczyć i w które łatwo się wpada, bo wydają się bezpieczniejsze, a poczucie bezpieczeństwa to coś, co jest dla mnie bardzo ważne.
Nie bez powodu twierdzę, że mój altruizm jest skrajny, bo są dni, kiedy nie daję sobie praktycznie ani minuty. Od pierwszych chwil po przebudzeniu aż po tę, które dzieli mnie od snu, robić to, co trzeba, co powinienem, co muszę. Z efektów wielu tych działań też korzystam, ale nie ma wśród nich takich, w których chodzi tylko o mnie i które wykonuję tylko z myślą o sobie. Wszystko i wszyscy są ważni, tylko nie ja. Spycham siebie i swoje sprawy na sam koniec w nadziei, że zostanie choć kilka minut. Ale często nie zostaje i idę spać z poczuciem, że znów zapomniałem o najważniejszej osobie.
To wszystko rodzi frustrację i złość na siebie…,
którą przerzucam na innych, że „muszę” robić za nich wiele rzeczy. A przecież wiem, że oni ode mnie tego nie wymagają. Jedyną osobą, która to robi, jestem ja. Czy świat się skończy, albo ja umrę, jeśli:
- naczynia poleżą trochę dłużej na suszarce,
- nie zajrzę do kuchni, by sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje mojej pomocy przy obiedzie, bo przecież tylko ja umiem to, czy tamto tak dobrze,
- nie umyję kocich misek, gdy to nie jest dzień mojego dyżuru w kocich obowiązkach,
- nie ogarnę owoców po za kupie, by każdy mógł je potem zjeść,
- poproszę o pomoc w czymś, w czym sam pomagam innym, a co skróciłoby czas wykonania tego,
- tym razem to nie ja pójdę po odbiór paczki do paczkomatu,
- itd.
Te wszystkie zajęcia zajmują mój czas. A czas to życie i warto wiedzieć, co robię z czymś tak bezcennym. Nikt nie chce umierać, czyli stracić życia, a tak łatwo rezygnujemy z cennych chwil, gdy wciąż jeszcze oddychamy.
Odpuścić i pozwolić
Już sama świadomość tego pomaga zacząć zwracać większą uwagę, gdzie rozdaję wiele minut w ciągu dnia. I zachęca, by postawić choć jeden krok. Odpuścić choć jedną czynność w ciągu dnia i zająć się tylko sobą, tym, co przyjemne, co pozwala odpocząć. Chwilą nicnierobienia – tak rzadką u altruisty, a tak ważną, bo pozwala dojść do głosu myślom, pomysłom, rozwiązaniom i odkryciom, które choć ciche, są ważnymi posłańcami.
Będzie łatwiej, gdy uda mi się zrozumieć, że jestem tak samo ważny, jak inni. A nierzadko nawet najważniejszy.
Trzeba tylko nauczyć się prosić o pomoc i pozwolić innym robić to, z czym całkiem dobrze sobie poradzą. Ale to temat na inny wpis w dzienniku 🙂